De WaterExpert
Shiva de Winter
Bezpieczeństwo nad wodą · artykuł ekspercki De WaterExpertDe WaterExpert
Autor Shiva de Winter · De WaterExpert

„Bądź w pobliżu.”

Pięć minut później znowu sobie poszła.

Trzydzieści lat przy wodzie, a zawsze chodzi o ten sam moment, który zawodzi. Nie w morzu. Na kocu.

Shiva de WinterWłaściciel szkoły pływania · przewodniczący NSWZ · założyciel De WaterExpert i WaterZeker · trzydzieści lat nauki pływania, czternaście lat jako ratownik

Drugi dzień Zielonych Świątek. Trzydzieści stopni, ani jednej chmury, morze spokojne. I cała Holandia najwyraźniej wpadła na ten sam pomysł, bo Noordwijk pękało w szwach. Nie tak, że szpilki nie wciśniesz, ale tłoczno na tyle, że gubisz dziecko, zanim zdążysz strzepnąć ręcznik.

Byłem tam z rodziną. Po prostu jako ojciec. Tyle że — po trzydziestu latach z dziećmi i wodą „bycie zwykłym ojcem” już mi nie wychodzi. Zawsze patrzę. Skrzywienie zawodowe, nazwijmy to tak.

Plaża wyglądała tak, jak plaża wyglądać powinna. Ludzie wylegujący się na plecach. Dzieci kopiące dołki. Ktoś wracający z lodami, które już do połowy się roztopiły.

A potem zobaczyłem przechodzącą brygadę ratowniczą.

Żadnej syreny. Żadnego krzyku. I właśnie to umyka większości ludzi — spodziewają się dramatu, a ten nie nadchodzi. Jest cicho. Kilka osób się naradza, ktoś pokazuje ręką, samochód odjeżdża po piasku, a nikt nawet nie podnosi głowy. Wokół mnie wszyscy spokojnie opalali się dalej.

Zaginione dziecko.

Zrobili to tak, jak trzeba. Szybko, spokojnie, bez paniki. Znaleźli sto metrów dalej, nic mu nie było. Ale sto metrów — na zatłoczonej plaży, z tym morzem tuż obok — to dalej, niż się wydaje.

A plaża? Dalej się rozkoszowała słońcem. Nikt niczego nie zauważył.

I siedziałem tam, myśląc: to dokładnie ta sama historia co trzydzieści lat temu.

I właśnie to widzę od trzydziestu lat

Bezpieczeństwem nad wodą zajmuję się całe życie. Nie dlatego, że to fajne hobby — tylko dlatego, że nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Trzydzieści lat nauki pływania, w niemal każdym systemie szkolenia, jaki ten kraj zna. Czternaście lat stałem na basenie jako ratownik. A od pierwszego dnia jestem przewodniczącym NSWZ.

I nie, naprawdę nie jestem jedyny, który to widzi. Zapytaj dowolnego ratownika, instruktora, kogoś z brygady — wszyscy kiwają głowami. Wszyscy widzimy to samo. Tyle że zmienia się boleśnie mało.

Bo wiesz, na czym polega prawdziwy problem? To nie lekcje pływania. Nie za mała liczba brygad ratowniczych. Nie za mało tablic czy flag. To wszystko jest.

Chodzi o coś o wiele drobniejszego. O ten jeden moment na kocu, gdy rodzic myśli sobie: e tam, na pewno zostanie w pobliżu.

Tam właśnie się sypie. I tego momentu nie widziałem tamtego dnia ani razu — w sensie zrobionego dobrze.

Słówko o tej dziewczynce

Nie minęło dziesięć minut od tamtej akcji ratunkowej, gdy ją zauważyłem. Z cztery latka, tak strzelam. Sama dreptała po plaży, ani śladu rodzica. Nikt nie trzymał jej za rękę. Zupełnie swobodna, zupełnie wyluzowana i kompletnie nieświadoma, że to może być problem.

Trąciłem moją partnerkę. Która zresztą też już ją zauważyła — ona również wywodzi się ze szkolenia pływackiego, więc oboje mamy włączoną tę samą antenę. Podeszła do dziewczynki, usiadła obok, zagadała.

Dlaczego sam tego nie zrobiłem? Szczerze? Facet po czterdziestce, który na zatłoczonej plaży podchodzi do obcego przedszkolaka — to się robi nieciekawie. Niesłusznie, ale tak to po prostu działa. Więc zrobiła to moja partnerka. Sprawa załatwiona.

Potem przyszedł jej braciszek. Z siedem lat, trzy lata starszy. Nadszedł od strony koców, sam, najwyraźniej wysłany, żeby zabrać siostrę. Bez pośpiechu, bez cienia troski na twarzy. Dla niego to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem.

A pięć minut później? Znowu dreptała sobie sama. Nie od razu do wody, nie. Ale też nie przy nikim, kto by na nią uważał. Bo nie było żadnej granicy. A poprzednim razem też nie miało to żadnych konsekwencji — więc czemu miałaby się przejmować.

„Bądź w pobliżu” nie mówi dziecku zupełnie nic

Nie zrozum mnie źle, rozumiem tych rodziców. Sam nim jestem, mam dwoje dzieci. Dzień nad morzem z małymi dziećmi to nie wakacje, to harówka. Smarowanie kremem, namiocik, wiaderka, głód, siusiu, piasek dosłownie wszędzie — i w pewnym momencie po prostu chcesz przez pięć minut posiedzieć na tyłku i nic nie robić. Bardzo ludzkie. Nie ma w tym nic złego.

Ale „bądź w pobliżu” — z tym trzy- czy czterolatek nie zrobi zupełnie nic. To nie instrukcja, to mgławica. W pobliżu czego? Jak daleko to za daleko? A tymczasem to morze leży tam sobie i się skrzy. Pieni się, porusza, przyciąga. Dla przedszkolaka to nie do odparcia.

Dzieci w tym wieku żyją całkowicie tu i teraz. Nie odchodzą, bo są niegrzeczne. Po prostu idą popatrzeć. Sprawdzają. Podążają za tym, co przyciągnie ich uwagę. A woda nic w zamian nie robi — żadnego ostrzeżenia, żadnego sygnału.

Utonięcie nie wygląda tak jak w filmach. Żadnych ochlapywań, żadnego krzyku. Jest cicho. I jest błyskawiczne.

I właśnie ten fragment niemal wszyscy mają źle: utonięcie nie wygląda tak jak w filmach. Żadnych ochlapywań, żadnego krzyku, żadnych rąk dziko machających nad wodą. Jest cicho. I jest błyskawiczne — często pół minuty, czasem mniej, i to nierzadko tuż obok ludzi, którzy niczego nie zauważają. Morze nie woła o pomoc w imieniu twojego dziecka. Po prostu czeka.

Wkładamy pieniądze we wszystko, tylko nie w ten jeden moment

Brygady ratownicze — rewelacja, naprawdę — ci ludzie są na wagę złota i robią swoją robotę perfekcyjnie. Flagi, tablice, wszystko w porządku. Dzieci uczące się pływać, zdobywające dyplomy, super.

Ale o tym momencie tuż przedtem niemal nigdy nie rozmawiamy. O tych pięciu minutach na kocu. O tym „e tam, na pewno zostanie w pobliżu.”

Tam się sypie. Nie w wodzie. Przed nią.

Co więc możesz zrobić

Żadna filozofia. Trzy rzeczy, nic nie kosztują, działają wszędzie — Noordwijk, Hiszpania, basen za rogiem, bez różnicy.

  1. Uczyń tę granicę widoczną. Nie „bądź w pobliżu”, tylko „do tamtej flagi możesz i ani metra dalej.” Pokaż ją palcem. Trzylatek rozumie flagę. „W pobliżu” nie rozumie.
  2. Ustalcie, kto patrzy. Na głos. „Idę na chwilę po torbę, teraz ty uważasz.” Nie zakładaj milcząco, że to drugie i tak patrzy — bo wtedy za moment nie patrzy nikt. Zdarza się to częściej, niż myślisz.
  3. Zareaguj, gdy coś pójdzie nie tak. Jeśli dziecko przekroczy granicę, a ty mu na to pozwolisz, to granica znika. Koniec. Dokładnie to, co stało się tam — nikt nie zareagował, a pięć minut później znowu sobie poszła.

„Wszystko dobrze się skończyło” to nie plan

Ta dziewczynka pięć minut później znowu dreptała sama. Nie do wody. Ale też nie przy rodzinie. Żadnej granicy, żadnych konsekwencji.

Tamtego dnia skończyło się dobrze. Ale na „zazwyczaj kończy się dobrze” bezpieczeństwa się nie buduje.

I nie, nie piszę tego, żeby rodzice poczuli się fatalnie. Piszę to, bo po trzydziestu latach wciąż siedzę na takiej plaży z tym samym ściskiem w żołądku. Frustracja, odrobina zniechęcenia i, szczerze mówiąc, zwyczajny smutek. Bo wszystko zaczyna się od zrozumienia, że te pięć minut — tak, nawet w wolny dzień, nawet gdy jesteś skonany — może być najważniejszym momentem całego twojego dnia.

*Woda ma cały czas świata. Po prostu czeka.*

European Pools Rating
European Pools Rating
Przeczytaj metodologię Rating →
Shiva de Winter
O autorze

Właściciel szkoły pływania · przewodniczący NSWZ · założyciel De WaterExpert i WaterZeker · trzydzieści lat nauki pływania, czternaście lat jako ratownik.